OSOBOWOŚĆ ROKU 2019

Dzisiajszy list od red. naczelnego Stanisława Sowy GAZETA.CODZIENNA.NOWINY@NOWINY24.PL sprawił mi wielką przyjemność. Zostałam nominowana do OSOBOWOŚCI ROKU 2019 w dziedzinie kultury w powiecie bieszczadzkim.

To dla mnie duże wyróżnienie. Kapituła doceniła duży wkład jak sama napisała w życie kulturalne lokalnej społeczności i regionu przyznając nominację w szczególności za cykl fotografii „I to są właśnie moje Bieszczady” Dziękuję. Zaraz pochwaliłam się na tablicy społecznościowej FB i na tym sie kończy moja zabawa, a szkoda. Niestety nikogo nie będę namawiać aby na mnie głosował , tym bardziej , że głosy są płatne. Sama nominacja i duża akceptacja moich znajomych jest dla mnie już wygraną. Za co bardzo dziękuję. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2868427783214199&set=a.574084975981836&type=3&theater

Tego już za wiele

Biłam się z myślami czy pisać, ale miarka się przebrała. Bardzo przeżywałam zdarzenie jakiego doświadczyłam będąc na spacerze z moją psiną.

Często zapuszczam się do pobliskiego sadu za zgodą jego właściciela.

Tym razem udałam się nieco głębiej aż na niezagospodarowaną posesję jego sąsiada . Wiosną tego roku łania powiła tu za płotem swoje maleństwo. Od tego czasu rzadko odwiedzałam ten teren , aby nie płoszyć zwierzyny.

Trawy wysoko podrosły, pięknie pachniało ziołami. Kusiło mnie, aby zobaczyć jak się obie mają. Może udało by się zrobić zdjęcie w pachnących rumiankach. Zawiązałam psa przy jednym z drzew. Przed oczami miałam obraz pięknej łani zapuszczającej się coraz częściej do widocznego z moich okien sadu . Napawałam się ich widokiem, ale i zastanawiałam jak to możliwe, że udaje się im w biały dzień żerować w samym środku ponad 9 tysięcznego miasteczka. Co innego nocą, gdzie prawie każdego dnia widywałam je w tercecie jak zajadały pyszną trawę. Od czasu do czasu z miasta dochodziły niepokojące wieści: łania nadziana na ogrodzenie sąsiada, odeszła z wycieńczenia, auto potrąciło zwierzę lub co nawiększą sieje grozę wilki zjadły psa z posesji.

Zawsze zastanawiawiam się, dlaczego zwierzyna schodzi aż tak blisko ludzi, przecież nas się boi?. Czy to możliwe, że uciekają od wilków , których tropy rozpoznawałam w ogrodach działkowych lub nieco powyżej zabudowań domów jednorodzinnych. Może wybierają gorsze zło?????

Wilki też niepokojąco są bliżej nas. Na przedwiośniu napotkałam zagryzioną łanię, jeszcze ciepłą, zaatakowaną od zadu. Cała zbroczona krwią. Miałam nadzieję , że rozpoznam winowajcę szukając tropów na śniegu. Nie było żadnych śladów . Potem unikałam tych rejonów. Stale jednak rozmyślałam. Może w lesie za mało zwierzyny płowej i wilki schodzą coraz niżej w poszukiwaniu pożywienia?????. Czy za dużo wzrosła populacja wilków???? A może nasza obecność w lesie nie jest bez znaczenia???

Sama tego nie rozwiążę, więc powróćmy do mojego spaceru. Wyciągnęłam aparat fotograficzny. Po cichutku skradam się, wypatrując łań w trawach. Na skarpie coś lśni . Zabiło mi mocniej serce. Podchodzę nieco bliżej i oczom nie wierzę . Leży podrośnięty cielak z oberwanym uchem. Nie mogę załapać tchu . Nie wierzę . Przecieram oczy ze zdumienia . Na szyji zawieszony drut prowadzący do słupka ogrodzeniowego. Natychmiast wezwałam policję. Zamiast żywej, fotografuję martwą. I zaczynam kojarzyć. 2-3 miesiące temu widziałam podobny obrazek. Szybko pobiegłam w to miejsce. Niestety, na drzewie zobaczyłam metalową rozerwaną pentlę. Czyli ta łania, to nie wypadek, a zamierzone działanie ludzkie!!!!.

Pan dzielnicowy wszystkie linki pościągał do wyjaśnienia sprawy. Nie mogę zrozumieć dlaczego człowiek potrafi dzwigać na sobie takie obciążenia??? . Dwie łanie powieszone na drucie w samym sercu Ustrzyk Dolnych , to chyba za wiele, aby bezkarnie wieszać kolejne niewinne zwierzęta. To zwykłe barbarzyństwo, którym powinno się bliżej przypatrzeć.

Boję się nawet myśleć kto mógłby być jego sprawcą?. Dzisiaj tylko sprawdzam czy nie ma nowych zagrożeń . Niestety są. Ściągnęłam juz trzy kolejne. Na szczęście mniej udolne. Czy musi dojść do kolejnej tragedii??? Teren jest otwarty. Przecież może zawisnąć na tym nie tylko zwierzę.

Oczekiwany wyjazd w Dolomity

Zawsze moim marzeniem był wyjazd do północno wschodniej części Włoch w Trylu Południowym. Dolomity zawsze wydawały mi się niedostępnymi górami, owiane wielką tajemnicą . Mówią , że jak się bardzo marzy, to się spełnia. I też tak się stało. Kolega organizował warsztaty fotograficzne i mnie zaprosił. Długie dni przygotowań i nadchodzi wymarzony dzień. Widoki oszałamiające i powalające z nóg nie mogły nawet zakłócić niedoskonałości towarzyskie. Galeria zdjęć poniżej.

Historia walecznego borsuka Karolka


Waleczny Karolek

Z licznym ranami szarpanymi borsuk trafił do zbawiennej lecznicy Ada w Przemyślu. Natychmiast został „ochrzczony” i przybrał imię Karolek, bo jak twierdzą pracownicy nazwane zwierzęta szybciej powracają do zdrowia.
Historia Karolka jest zadziwiająca. Borsuki nie zapadają w sen zimowy, tylko w śpiączkę, która jest przerywana cieplejszymi dniami odwilży. Kiedy styczniowej nocy wyszedł z nory by zaspokoić pragnienie, dopadły go bezpańskie psy i dotkliwie pogryzły. Borsuk należy do bardzo silnych, mocnych jak również i walecznych zwierząt. W trakcie ataku stroszy swą sierść przez co staje się dwukrotnie większy. W tym przypadku nie miał szans. Jedynie zdołał wyrwać się spod kłów swoich oprawców. Uciekając w popłochu wpadł do kanału pod potężnymi silosami w gospodarstwie rolnika ze Stubna pod Przemyślem. Nie mógł się stamtąd samodzielnie wydostać, gdyż kanał miał półtora metra wysokości, ale tylko dzięki tej ucieczce uszedł z życiem. Nocną szamotaninę usłyszał gospodarz i wybiegł na pomoc. Pojękiwania Karolka zaprowadziły go do borsuczej pułapki. Roztropny gospodarz na szczęście nie podjął się samodzielnego wyciągania ofiary. Miał świadomość, że ranny i rozwścieczony borsuk znany jest ze swojej waleczności. W obronie własnej może dotkliwie poranić. Może być też nosicielem chorób zakaźnych jak np. wścieklizny. Użyczając schronienia, rzucił mu siano i pożywienie, a wczesnym rankiem zawiadomił niezawodny w takich sytuacjach Ośrodek Zwierząt Chronionych w Przemyślu.
Konieczne było znieczulenie borsuka mówi lekarz weterynarii, a zarazem wiceprezes ośrodka dr Jakub Kotowicz. Była to dosyć bliska odległość, więc obyło się bez pneumatycznej strzelby. Zastosowaliśmy dmuchawkę. Siłą płuc wystrzeliliśmy rakietkę z środkiem usypiającym. Jest to zarówno dla lekarza jak i zwierzęcia najbezpieczniejsza forma interwencji. Zwierzak bezpiecznie wchodzi w sen narkotyczny na godzinkę. Nie odczuwa bólu i stresu.
Po 10 minutach , kiedy borsuk smacznie spał weterynarze mogli wejść do betonowego dołu i spokojnie wyciągnąć borsuka. Natychmiast opatrzyli rany i przetransportowali do rehabilitacyjnego ośrodka.
Mamy opracowane procedury przy takich zdarzeniach mówi dr Jakub Kotowicz Pobieramy krew i dokonujemy całościowej diagnostyki obrazowej. Wówczas mamy pełny stan kliniczny zwierzęcia. Borsuk miał rozległą ranę szarpaną w okolicy lewego pośladka, którą dokładnie oczyściliśmy i opracowaliśmy chirurgicznie.
Gdyby nie fachowa interwencja zarówno ze strony gospodarza jak i zawsze oddanych lekarzy z Przemyśla, Karolka czekałaby śmierć.
Kiedy zatem Karolek powróci do swojej borsuczej rodzinki , bo jak wiemy te zwierzęta najczęściej żyją stadnie, czasami po dwie trzy rodziny w jednym podziemnym labiryncie?
Rany muszą się goić pod naszą kontrolą, mówi dr Jakub Kotowicz, Karolek ma ustawioną dietę, która jest dostosowana pod względem odżywczym jak i rehabilitacyjnym. Dostaje odpowiednio zbilansowane energetycznie dawki. Dbamy najlepiej jak tylko potrafimy. Obecnie już nie ma zagrożenia życia , ale wypuszczenie borsuka tej zimy jest niemożliwe. On nie ma tylu zapasów energetycznych, aby ponownie zapaść w tzw. hibernację. Kiedy tylko zagoi się rana, a jego towarzysze będą się budzić ze snu, Karolek z początkiem wiosny powróci do swojego rodzinnego środowiska.
Historia jak jedna z wielu. Dotyczy wszystkich dzikich zwierząt które trafiają do przemyskiego ośrodka. Jego praca ma na celu zmaksymalizowanie szans zwierząt, aby z powrotem wracały do naturalnego środowiska .

I państwo możecie zapytać o zdrowie Karolka . Na portalu społecznościowym jest profil, na którym pracownicy ośrodka chętnie odpowiedzą na Państwa pytania.
Można też wspomóc wszystkie chore zwierzęta przekazując 1% podatku na cele Ośrodka. Jak dowiedziałam się, praktyka pomocy i rehabilitacji zwierząt chronionych prowadzona jest społecznie za co Was panowie Doktorzy bardzo kochamy.

Na ratunek Ustrzykom i Bieszczadom!!!!!

Na ratunek Ustrzykom i Bieszczadom!!!!!

Ustrzyki stanowią bramę do niezwykle magicznej krainy zwanej Bieszczadami. To jedyne miejsce w Polsce o tak niepowtarzalnej przyrodzie. To wielohektarowe pola , lasy z bogatym drzewostanem, z pięknymi bukami, świerkami, jodłami i bogatą roślinnością. A w nich największa populacja w Polsce drapieżnej zwierzyny chronionej: wilki, niedźwiedzie, rysie, dziki ,czy żubry. W lasach i na polach słychać bieliki, orły przednie, myszołowy, różnego gatunku sowy oraz jastrzębie. Nasze połoniny to jedyne góry w Polsce o tak unikalnej urodzie, a soliński zalew to również jedyny pod względem wielkości sztucznych zbiorników w naszym kraju. Teren ten zamieszkują ludzie , którzy urzeczeni jego pięknem zjechali z różnych stron Polski stanowiąc duże skupisko artystów malarzy, rzeźbiarzy, poetów, fotografików, leśników oraz ludzi wrażliwych na czyste powietrze i spokój i piękno Bieszczadów.  I dalej chciałoby się tak żyć, gdyby nie kuriozalny pomysł budowy ciężkich fabryk w Ustrzykach Dolnych produkcji węgla drzewnego i brykietu oraz mas bitumicznych, które całkowicie zmieniłoby nasz krajobraz, lasy i powietrze. Zakłóciło by ciszę i co najważniejsze niekorzystnie wpłynęłoby na nasze zdrowie i pracę .

Spotkanie dyrekcji Gryfskandu jakie miało miejsce  na sesji Rady Miasta w Urzędzie Miejskim nie przekonało mieszkańców o wyjątkowo ekologicznym zakładzie. Jeszcze bardziej zaniepokoiło.  Całkowicie są przeciwni powstaniu fabryki w Ustrzykach Dolnych. Społeczne Stowarzyszenie Proekologiczne Czyste Ustrzyki Dolne ./ CUD/zebrało dotychczas 4 800 podpisów.

A tymczasem Gryfskand , fabryka produkcji węgla drzewnego, która wykupiła plac od syndyka po zakładach drzewnych w Ustrzykach Dolnych pracuje pełną parą. Prace prowadzone są nawet w niedzielę .Leżą już stosy nawiezionych metrówek. Teren jest oczyszczany i przygotowywany pod stanowiska pieców do wypalania drewna. Wszystko dzieje się w błyskawicznym tempie.

Mieszkańcy domagają się w związku z powyższym utworzenia planu zagospodarowania przestrzennego dla tych terenów z całkowitym  wyeliminowaniem  tworzenia przemysłu ciężkiego. Na sesji zapadła decyzja, aby fabryka Gryfskand wstrzymała prace do momentu przedłożenia pozwoleń na jej budowę .

Kto będzie pierwszy i jakie będą decyzje gminy co do planu zagospodarowania?…Nie wiemy.

Czy burmistrz i radni potraktują nasz sprzeciw poważnie?. Też nie wiemy.

Nie wiemy również, czy wszyscy walczymy razem w imię wspólnej sprawy. Wszystko  niepokojąco rozciąga się w czasie. Musimy być czujni, chcąc zachować bogactwo naszego terenu.

Nie pozwolimy się sprzedać i zabrać nam to co dla nas najcenniejsze. Co stanowi największy skarb Bieszczadów.

NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!! NIE!!!!!!!!!!!NIE!!!!!!!!!!!!!!!

Zwracam się zatem do ludzi, którym nie są obojętne Bieszczady, wesprzyjcie nas, Waszą radą, może pomocą i dobrym słowem. Piszcie listy i petycje do naszych włodarzy , bo to od Nich najwięcej teraz zależy. Podpisujcie się jako sympatycy Bieszczad. Potrzebujemy jak najszybciej dobrej prawniczej porady.  Dlatego też Stowarzyszenie zbiera pieniądze na prawnika, który będzie reprezentował mieszkańców w walce z kooperacyjną firmą Gryfskan #niedymneustrzyki

A poniżej linki dla uwiarygodnienia naszych obaw z wizyty w Gryfinie przedstawicieli Stowarzyszenia Czyste Ustrzyki Dolne, gdzie taka fabryka powstała i z czym się borykają.

/ https://www.youtube.com/watch?v=AMDH9ucC-IQ.

 

 

Pejzaże dźwiękiem malowane

http://www.bieszczadzka24.pl/kultura/pejzaze-dzwiekiem-malowane/4149?fbclid=IwAR22QF4pvEpgt9lJ25oBZ356-TSaYYws3WO9ggoO1i7RDLx9AE3fp3yLNRU
I -sze spotkanie Pejzaże dźwiękiem malowane okazało się strzałem w dziesiątkę.
Dzięki ogromnemu zaangażowaniu gospodarzy Ośrodka Szkoleniowo- Wypoczynkowego Bieszczadzkiego Traktu spotkania tak zaaranżowane mają duże szanse powodzenia. Jak to mówi znane  powiedzenie „Muzyka łagodzi obyczaje”, można je z powodzeniem rozszerzyć do poezji, , prozy, malarstwa, rzeźby czy fotografii, czyli ogólnie rzecz biorąc do sztuki. Zatem niech Sztuka łagodzi obyczaje i niech trwa  ku uciesze turystów w nowo odrestaurowanym obiekcie. Myślę, że  idąc za sukcesem można pomyśleć o zmianie nazwy placówki i przechrzcić ją na Galerię pod bieszczadzkim trakt.

W rytmie serca

Zadzwonił telefon.

– Słucham.

– Profesor Sebastian Stec.   Pani Inko czy mogłaby Pani przyjechać do Centrum Interwencji Naczynowo-Sercowej w Sanoku  i porobić kilka zdjęć w  trakcie zabiegów ablacji?. Mamy delegację  z zagranicy i będziemy wprowadzać nowoczesne mapowanie serca w trakcie zabiegu ablacji.  Mocniej zabiło mi serce. O tym  nie mogłabym nawet zamarzyć. Co za wyzwanie, a jednocześnie  wyróżnienie!!!.

-Oczywiście Panie profesorze, z przyjemnością.

Przyjazne przywitanie z ekipą  lekarsko-inżynieryjną i  z drżącymi rękami pierwsze uwalnianie migawki.  Aby wyszło!!!. Aby nie zawieść zaufania profesora!!!. Ale profesor swoją bezpośredniością i  rozbrajającym uśmiechem dodawał otuchy. Szybko zaistniała przyjazna atmosfera. Spokojnie bez napięcia mogłam się oddać niezwykle interesującemu zadaniu.  Myślę,  że się udało i nie zawiodłam oczekiwań profesora.   W efekcie powstało masę zdjęć  do ewentualnych publikacji i  dwia materiały do Gazety Sanockiej i Bieszczadzkiej.  Sami zobaczcie .

W rytmie serca

Wielkim wydarzeniem stała się październikowa sesja zabiegów ablacyjnych w Podkarpackim Centrum Interwencji Sercowo-Naczyniowych w Sanoku.

Pod kierunkiem prof. Sebastiana Steca* w asyście niemiecko- holenderskiej ekipy lekarzy i inżynierów/ Manferda Piechury i Viktora Tona z niemieckiej firmy EPMAP oraz Sanjeeva Choundharya z funduszu badawczo- rozwojowego MediAlfa /do zabiegów ablacyjnych wprowadzono system zintegrowanego mapowania i stymulacji serca posiadający wiele unowocześnień. Podczas zabiegów ablacji, profesor wraz z ekspertem z Brazylii dr Thiago Osorio analizowali właściwości systemu przydatne w badaniu unerwienia mięśnia serca.

System ten będzie nadal rozwijany przy udziale naukowców i inżynierów z Polski z możliwością tworzenia hologramów – obrazów serca we mgle. mówi prof. Sebastian Stec– Obecnie tworzymy kilka startupów na Podkarpaciu w celu wprowadzania myśli i patentów technologicznych do nowoczesnych systemów mapowania i ablacji. Planujemy w najbliższym czasie wprowadzić kilka badań naukowych nad polskimi elektrodami i systemem do mapowania (lokalizacji i wizualizacji na ekranie komputera) nie tylko anatomii serca, elektrycznych pobudzeń serca, ale również obszarów unerwienia. Jest to unikalne rozwiązanie pozwalające na wykonanie ablacji – odcięcia patologicznego unerwienia w mięśniu serca, które powoduje nagłe przerwy w pracy serca i naraża chorego na jego zatrzymanie iomdlenie.

Dla takich, często młodych chorych, nie ma odpowiednich rozwiązań, a wszczepienie stymulatora serca, który leczy tylko objawy, a nie przyczynę omdleń, jest ostatecznością. . Ma to niebagatelne znaczenie dla Podkarpackiego Centrum Interwencji Sercowo-Naczyniowych w Sanoku i społeczności Podkarpacia.

PCIS-N powstało ponad 10 lat temu z inicjatywy interwencyjnych kardiologów grupy Carint na zapotrzebowanie mieszkańców dużego terenu w celu ratowania pacjentów z zawałem serca oraz leczenia zaburzeń jego rytmu.

W centrum konsultacje prowadzi i zabiegi wykonuje 4 samodzielnych pracowników naukowych, kilkunastu samodzielnych kardiologów i elektrokardiologów. Zabiegi ablacji są tutaj wykonywane od ponad 5 lat pod kierunkiem prof. Sebastiana Steca, który pracuje w grupie zaangażowanych i doświadczonych specjalistów z zakresu ablacji, informatyki, inżynierii medycznej, ratownictwa medycznego i pielęgniarstwa.

W roku 2018 profesor jako jeden z pierwszych w Polsce i w Europie Środkowej rozpoczął zabiegi z kardioneuroablacji, czyli leczenia nieprawidłowego unerwienia serca i odruchów ze wsparciem eksperta dr Thiago Osorio.

Wykonujemy, około 150 zabiegów ablacji rocznie – mówi prof. Stec – i około 1000 konsultacji chorych z Sanoka, Brzozowa, Rymanowa, Ustrzyk Dolnych, właściwie z całego Podkarpacia i innych regionów kraju. Wiemy, że dla wielu pacjentów ta dostępność do najnowocześniejszych zabiegów leczenia zaburzeń rytmu serca jest prawdziwym ratunkiem życia i jego jakości. Wykonujemy zabiegi pełnoprofilowe, a wybranych chorych kwalifikujemy do zabiegów kardiochirurgicznych i interwencyjnych poza Sanokiem.

Od ponad roku centrum dysponuje nowoczesną salą zabiegową dla pełnoprofilowych zabiegów elektrofizjologicznych, interwencyjnego leczenia zaburzeń rytmu serca. Od kilku lat prowadzone są innowacyjne zabiegi z ograniczeniem lub całkowitym wyeliminowaniem promieniowania rentgenowskiego.

Wykonujemy zabiegi pełnoprofilowe… mówi profesor …i niekiedy unikalne w skali kraju i świata. We współpracy z Centrum Badawczo-Rozwojowym Medinice z Centrum Aeropolis z Jasionki w Rzeszowie organizujemy badania nad wprowadzeniem w roku 2019 kilku nowych metod diagnostyki i leczenia arytmii.

Praca i plany centrum są imponujące. PCIS-N w Sanoku jest bardzo bliskie sercu profesora. Można powiedzieć, iż pełni funkcję jego ambasadora. Zastanawiam się, dlaczego akurat wybrał Pan Sanok?… Przecież nawet tu nie mieszka.

Dlaczego SANOK? mówi prof. Sebastian Stecdlatego, że w nazwie miasta mieści się cel zabiegów podtrzymania prawidłowej funkcji węzła zatokowego (Sino-Atrial-Node -O-K) :-). Chcieliśmy, aby funkcja własnego rozrusznika serca węzła zatokowego była prawidłowa u chorych i nie była blokowana przez arytmię serca i nieprawidłowe odruchy nerwowe. SANOK oznacza więc prawidłowy rytm serca. To wspaniała nazwa dla prowadzenia ośrodka leczącego nieprawidłowy rytm serca.

Trzeba powiedzieć, że Sanok to nie tylko dla profesora prawidłowy rytm serca, to także miłość do tych stron.

W okolicznych Górach Słonnych uwielbiam przebywać … mówi prof. Stec Dzień przed zabiegami mieliśmy okazję pokazać naszym gościom okoliczną piękną, sanocką jesień, a wieczorem wsłuchiwaliśmy się w odgłosy stada wilków przy pełni Księżyca. To w tych górach często biegam, spaceruję. Ostatnio w czasie maratonu Łemkowyna na 48 km. 

Żeby zrozumieć arytmię, która jak mówi profesor jest chaosem w rytmie serca polecamy Jego publikację „Zaburzenia rytmu serca” o objawach i leczeniu arytmii. Chorzy dowiedzą się, jak nietypowe objawy mogą u nich występować oraz jak trudne bywają w leczeniu i diagnozowaniu. Wielokrotnie dla chorych po zatrzymaniach krążenia trzeba szukać nowych rozwiązań i indywidualnych terapii. 

Pacjenci wyrazili zgodę na publikowanie ich wizerunku.

Inka Wieczeńska

*Sebastan Stec-  doktor habilitowany nauk medycznych, kardiolog, specjalista chorób wewnętrznych, samodzielny ekspert elektrofizjologii ablacyjnej. Były profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Rzeszowskiego. Były asystent naukowo-dydaktyczny w Klinice Kardiologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, Fellow of European Society of Cardiology. Dyrektor medyczny Centrum Naukowo-Badawczego Medinice S.A., Funduszu wynalazków Medi-Alfa, Aeropolis-Jasionka, Rzeszów. Autor kilku patentów medycznych. Absolwent II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Kilkukrotny uczestnik festiwalu biegowego Łemkowyna oraz miłośnik przyrody Gór Słonnych, Beskidów i Bieszczadów

Kalendarz I to są właśnie moje Bieszczady 2019

Promocja bieszczadzkiego kalendarza 2019 cieszy się dużym powodzeniem w Warszawie na Wizjach Natury, w Rzeszowie na Dniach Politechniki Rzeszowskiej w Rzeszowie i Stalowej Woli oraz dzisiaj w Ustrzykach Dolnych podczas trwającego wieczoru poezji Melodie dzwiękiem malowane w Bieszczadzkim Trakcie wraz z wystawą fotograficzną Moje Bieszczady. Kalendarz I to właśnie są moje Bieszczady 2019 to nie tylko fotografie, to również wiersze naszych utalentowanych poetek Miry Zalewskiej i Małgorzaty Kurzyckiej. Kto jeszcze chętny zapraszam na prv lub bezpośrednio do wydawcy WBX Rzeszów

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2117466178310367&set=pcb.2117467858310199&type=3&theater

I znowu się trafiło

Zmagania Konkursu Fotografa Roku ORP 2018 za nami. W oczach jury 6 moich prac zostało zauważonych. Dwie fetografie ” W świecie puchu” kat. KF i ” Wyśnione ” kat. IM uzyskały najwyższe noty czyli I miejsca. Fotografie ” Element” uplasowała się na III miejscu w kat. KF, natomiast prace ” Człowiek z mgly”, „Nie pluszowy” w kat. SWR oraz ” Woal” w kat. KF zdobyły wyróżnienia . Myślę, że to niezły wynik całorocznej pracy. Stale jednak przede mną niezdobyty tytuł okręgowego Fotografa Roku ZPFP.
Z pewnością cieszy fakt, iż moje prace przechodzą do eliminacji ogólnopolskiej , którego rozstrzygnięcie będzie miało miejsce podczas jednego z największych festiwali fotograficznych w Polsce „Wizje Natury 2018 w Izabelinie pod Warszawą. Zmierzyć się wówczas będzie można z koleżankami i kolegami z całej Polski. Należy jednak pamiętać, że każdy konkurs to subiektywny wybór członków komisji jury, i tak naprawdę nie wszystko należy brać do serca. Niech zatem te nagrody będą motywacją do porannych przebudzeń i utrwalania pięknego świata przyrody..

Jak tylko pojawią się wyniki na stronie okręgu przekaże informacje całościową  .

Kolędowanie u Bokunów

W saloniku artystycznym u „Boku Bokuna” odbywają się muzyczne spotkania z artystami scen polskich. Styczeń to czas kolędowania, które po raz kolejny odbyło się  z udziałem zaprzyjaźnionych gwiazd.  Kochane „Tulipany” i reszta artystów  przechodziła samych siebie. Spotkanie długo pozostanie w naszej pamięci.     Poniżej relacja zdjęciowa. A można też zajrzeć na nagrania gospodarza https://www.facebook.com/romuald.bokun/videos/1622474204498053/

Przytulamy wszystkich, którzy mimo śnieżycy dojechali do nas, Czerwone Tulipany olsztyniacy oraz warszawiacy i pod-warszawiacy, z którymi spędziliśmy wczorajszy (18 stycznia) cudowny wieczór kolędowy. Dziękujemy, że byliście z nami. Ania i Romek.

Opublikowany przez Romuald Bokun na 19 stycznia 2018

 

Na to spotkanie "kolędowe" czekaliśmy długo. Nasze kochane Czerwone Tulipany, jadąc na południe, wreszcie mogli zrobić przystanek u nas i….. było cudowne, nocne, piwniczne śpiewanie. Sypał śnieg, więc nie wszyscy z którymi się umawialiśmy, dotarli. Ci co dojechali, wlewali balsam w nasze dusze. Tak, min. pięknie, prosto z serca, jak tylko potrafi prawdziwy bard syberyjski, zaśpiewał nam Evgen Malinowski.

Opublikowany przez Romuald Bokun na 19 stycznia 2018