Przełom na Połoninie Wetlińskiej

Po drodze na Połoninę Wetlińską spotykam jej gospodarza Lutka. Resztę szlaku pokonujemy już razem. To pewnie mój ostatni rok na połoninie mówi Lutek. Już mam serdecznie dosyć. Moje myśli natychmiast przywołują obrazy tysięcy turystów małych i dużych, wycieczek, pielgrzymów pokonujących tę najbardziej popularną trasę Bieszczadów.  Szkoda, że po tylu latach trudu prowadzenia schroniska z bohaterską kobietą Dorotką  bez wody i światła takie jest podsumowanie.  Tyle lat ich udręki z urzędami i nie zawsze zadowolonymi turystami.   Zamiast medali i odznaczeń odchodzą ścigani mandatami leśnych strażników prawa. Choć zapewne Dorci i Lutkowi  nie w głowie uroczyste podziękowania, a bardziej pragną normalności i ludzkiego traktowania w tym ostatnim czasie ich  bytowania. Bezkresna wetlińska wolność i zapierające dech w piersiach widoki nie zawsze pozwalają zniwelować ich  żal.  Gospodarze jednak starają się  trzymać fason do końca. Przyjmują wszystkich kto tylko zapukał do ich drzwi w tę ostatnią bardzo mroźną grudniową noc. Nawet dyskotekowa muzyka nie była w stanie popsuć humorów biesiadników, prawdziwych turystów, pasjonatów czy przewodników żegnających  stary rok wraz z gościnnymi gospodarzami.  Pierwszy dzień nowego 2015 roku powitał nas mroczną, wilgotną pogodą z całkowitym brakiem widoczności.  Czy to może prorocza wizja przyszłości chatki? Aż strach pomyśleć. Żegnamy się, licząc że  spotkamy się tu znów za rok.