Bieszczadzki promyk nadziei w podziemiach kamedulskich

W samo południe do czarownych podziemi kamedulskich dużą falą spływali zaproszeni goście wernisażu fotograficznego „I to są właśnie moje Bieszczady”. Docierali ludzie wrażliwi, spragnieni tej magicznej krainy naszej Polski. Przyjazne uściski, gorące pocałunki i emocje sięgające zenitu przełamały lody zimnych murów zabytkowego pomieszczenia. Kiedy zabrzmiały pierwsze akordy utworu „ Lemkowyna”w wykonaniu zespołu ‘Latający dywan” już można było wróżyć powodzenie spotkania. Oliwy do ognia dołożyli warszawscy poeci silnie związani z Bieszczadami: recytując swoje bieszczadzkie poezje. Tomasz A. Żak założyciel niezależnego Teatru Nie Teraz , aktor i reżyser spinał wszystko fachowo w całość, prowadząc spotkanie punkt, po punkcie. Zgromadzeni oprócz wystawionej fotografii krajobrazowej mogli poznać prawdziwych bieszczadników prezentowanych w diaporamie „Moje Bieszczady”.
Losowanianiem Obrazu „Spojrzenie z Wołosatego” odbitej na płótnie w rozmiarach 60 x 80 ufundowanej przez Art. Bosz, zakończył się wernisaż przechodząc do historii jako sukces, który wspólnie stworzyliśmy.
I chyba  to wszystko zasługa  ks. Wojciecha Drozdowicza, który to z wiernymi wymodlił. Dziękujemy.

DSC_6844 przygotowanie do wernisażu DSC_6847 przygotowanie do wernisażu DSC_6849 Wernisaż kamedulskie DSC_6854 podziemia wernisaż DSC_6857 podziemiaq wernisaż DSC_6859 Wernisaż podziemiaDziękuję również Oli Fantolini i Jej mężowi wraz z dziećmi, dzięki którym ta wystawa powstała i zawisła.

Dziękuję ukochanemu mojemu zespołowi Latający Dywan wraz jego z liderem Jarkiem Tomaszewskiem na czele, który już po raz 3 PO KOLEŻEŃSKU oprawił wernisaż pod względem muzycznym na bardzo wysokim poziomie artystycznym . Dziękuję za Wasze serce , zaangażowanie, cierpliwość, delikatność i wrażliwość. Po prostu klasa.

 

Dziękuję naszym zdolnym wierszokletom Jurkowi Nowakowskiemu Baryle i Wiesiowi Drzewieckiemu, który pomimo choroby stawili się do bieszczadkiego „apelu”

Dziękuję również zmarzniętym i wytrwałym gościom, którym pomimo zimna uczestniczyli wraz z dziećmi w wydarzeniu z rozpromienionymi twarzami.

Dziękuję bieszczadzkiej paczce stale biesiadującej w Bieszczadach z Pawełkiem Zajączkowskim na czele.

Dziękuję zaprzyjaźnionym artystom, że kolejnym razem wspierają mnie w artystycznych poczynaniach./Danie Błażejczyk, Dorotce Stalińskiej, Madzi Wołłejko. Ewuni Kani, Patrycji Modlińskiej oraz męskiej części gwiazd Januszowi Tylmanowi, Piotrusiowi Michnikowskiemu i Robercikowi Osamie, a także tancerzom Strefy Country. / Idzie Jednorowskiej, Elżbiecie Kubiak, Annie Bokun, Marylce Czarneckiej i Andrzejowi Trochimiukowi.

Dziękuję również za okazane darów sympatii w postaci kwiatów i koszy owoców od warszawskich sadowników. Takich owoców się nie zobaczy w sklepach, tylko w sadach u Anni i Sławka Łuczaków.

Dziękuję za produkt ideologicznie czysty tzw. kamisarzówkę warzoną przez Mariusza Piotra Twardowskiego oraz wszelkie dobra, wasz uśmiech i dobre słowo.

Dziękuje fotografom Monice Morawskiej Joli Dzubińskiej Elżbiecie Kubiak, Pawłowi Zajączkowskiemu, Tomaszowi Zawadzkiemu oraz dziennikarzowi Romualdowi Bokunowi, którego efekt pracy możecie zobaczyć na Yutubie pod nazwą I to są moje Bieszczady. https://www.facebook.com/romuald.bokun?fref=ts

Dziękuję wszystkim partnerom a w szczególnie Art. Bosz Lesko oraz Burmistrzowi Urzędu Dzielnicowemu Bielany za objecie patronatem naszego wydarzenia.

Dziękuję duchom kamedułów, którzy tej wystawy będą strzegli jeszcze miesiąc do 5.03 i gdyby ktoś jeszcze zechciał zerknąć na wystawę, to ks. Wojciech gotów w każdej chwili wrota uchylić . Choć może najwygodniej w niedzielne.http://www.lasbielanski.pl/ Zapraszamy.

Są i kolejne relacje fotograficzne za które bardzo dziękuję gościom.

Pierwsza to kolegi z ZPFP OM Tomasza Zawadzkiego. Rewelacyjna.

https://www.facebook.com/inka.wieczenska/posts/1341128105944182?notif_t=like&notif_id=1486468242410979

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1436445769719331&set=a.243918262305427.66218.100000617644073&type=3&theater

 

Relacja

Wernisaż w Podziemiach Kamedulskich

zaproszenie

Wszystko idzie jak z płatka.  No, no tylko, aby nie zapeszyć. Pojawiła się tajemnicza kobieta, Ola Fantolini. I wszystko ruszyło z kopyta. Zatrzęsła w urzędach i są kolejni partnerzy przedsięwzięcia. Mała zmiana w plakacie i już wiszą na słupach Warszawy.  To skarb mieć takiego asystenta. Sobota zapowiadała  się trudnym i pracowitym dniem, ale nie z Olą. Jest prawdziwa i fachowa pomoc.Wieszanie wystawy, prace scenograficzne estrady oraz próby diaporam wraz próbami zespołu Latający dywan stają się przyjemnością.  A żeby tego wszystkiego było mało nasz partner Art. Bosz  dołożył jeden obraz 60 x 80 do rozlosowania wśród publiczności.   Tylko mała czarna, dobre ciacho i żyć nie umierać. Oj będzie się działo, musi się udać . Szykujcie się państwo.

16 0dsłona wystawy „I to są właśnie moje Bieszczady”

Tak, to już 16 odsłona wystawy” I to są właśnie moje Bieszczady”. Tym razem w cudownym miejscu. W podziemiach kamedulskich u ks. Wojciecha Drozdowicza w Warszawie w Lasku Bielańskim. Spadła jak gdyby z nieba, podobnie jak pozostałe. Chyba czuwa nade mną opatrzność. Wracając z  festiwalu „Wizje Natury” w Izabelinie w roku 2015 zatrzymała mnie kobieta z dzieckiem pytając, czy mogłabym ją podwieźć do Warszawy?. Niewiasta również wracała z festiwalu,  zachwycona pokazami. Po krótkiej rozmowie zaprosiłam panią Olgę na mający się wkrótce odbyć mój wernisaż do „Galerii Freta”

zaproszenie RGB w Warszawie. Pożegnałyśmy się i kobieta zniknęła. Po kilku tygodniach dostałam informacje na messengerze, że jest zachwycona moimi zdjęciami i wszystko zrobi, abym mogła się wystawić u Jej ukochanego ks. Wojciecha Drozdowicza.  Po kilku miesiącach , kontakt ucichł. O wystawie zapomniałam. Kiedy jednak przyjechałam na kolejne „Wizje Natury” w roku 2016, spotkałam  panią Olgą. Tym razem sprawa zaszła nieco dalej. Tajemnicza kobieta zawiozła mnie do kamedułów. Stromymi, wąskimi  schodami zeszłyśmy do mrocznych podziemi kościoła. Białe sklepienia, a na nich rusztowanie z metalowych belek, mających na celu zabezpieczenie zabytkowego obiektu.  Niesamowity klimat. W nozdrza wdzierał się zapach parzonej kawy i świeżutkiego jabłecznika. Na środku estrada, a w  nawach biesiadujące rodziny z dziećmi. Ks. jednym skinieniem głowy oznajmił przychylność bieszczadzkiej wystawie i zniknął rozrywany przez kolejnych 300 interesantów. Tajemnicza kobieta i tym razem zamilkła po kilku tygodniach. Pomyślałam. Nie odpuszczę!!!. Mała determinacja i jest.  Kolejny raz zaproszenie przyjął Jarosław Tomaszewski z zespołem „Latający Dywan”, który oprawi wernisaż pod względem muzycznym . Będzie również Jurek Baryła Nowakowski i Wiesiu Drzewiecki ze swoją poezją. A wydarzenie poprowadzi mój przyjaciel z Tarnowa z „Teatru Nie Teraz”, reżyser Tomasz A. Żak. Czy taki wernisaż może się nie udać????. Pytanie prawie retoryczne. NIEMOŻLIWE!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zapraszam.

 

Hardcorowy plener w Pieninach.

Długo czekałam na rozpoczęcie pleneru fotograficznego w Pieninach. Zawsze chciałam pojechać i wspiąć na szczyt gór, zaglądając głęboko Tatrom w „oczy”. Przyszedł oczekiwany moment.  Temperatury wskazywały -29 stopni na dole. Małe zaniepokojenie, ale determinacja tak duża, że nie pozwoliła trzeźwo myśleć o jakimkolwiek  zagrożeniu.  Ubrani na cebulkę o 3 w nocy  ruszyliśmy  górą Wdżar w Kluszkowcach w kierunku najwyższego szczytu pasma Lubania w południowo- wschodniej części Gorców. Szliśmy 2, 5 godziny pasmami leśnego szlaku nie będąc świadomi tak drastycznego obniżenia temperatury. Im wyżej wspinaliśmy się, tym  widoki stawały  się jak z bajki. Całkowicie bialutkie drzewa a w nich lodowa wieżyczka „szczęścia”. Jeszcze tylko troszeczkę wysiłku i są ukochane Taterki. Widoczność rewelacyjna na cztery strony świata. Warunki fotograficzne wymarzone, ale niestety nie przełożyło się to na zrobienie dobrych zdjęć.Wiatr hulał nieubłagalnie. Zimno przedostawało się przez najgrubsze odzienia. Temperatura odczuwalna  sięgnęła -40 st. C.  Statyw blokował się przy rozłożeniu. Przyciski nie chodziły, a ręce grabiały coraz bardziej. Z trudem udało się go rozłożyć.  Nieustanny tupot stóp moich współtowarzyszy niedoli nie pozwolił na ostre zdjęcia.   Marzeniem moim było jak najszybciej zejść. W palceTatry z szczytu Lubaniadsc_4734-tatry dsc_4795-luban dsc_4948-tarty-z-slowackiej-tokarni dsc_4797 dsc_4952-b rąk i nóg wbijały się lodowate szpile i kończyny odmawiały posłuszeństwa.  Widoków jednak nikt mi nie potrafi odebrać. To co ujrzałam pozostanie do końca w mej pamięci. Wdzięcznie stojące biało niebieskie „panny” w lodowej glazurze a w oddali grzebienie, groźnych ośnieżonych gór, podświetlone laserami wschodzącego słońca.

 

Miła niespodzianka

Kalendarz mój został zauważony. To miła niespodzianka, tym bardziej, że nie tak gładko było z jego realizacją czyli nigdy nie należy się poddawać, ale też nie robić za wszelką cenędsc_4196. http://www.inkawieczenska.pl/aktualnosci/kalendarz-bieszczady-2017/

Kalendarz Bieszczady 2017

Po długich przygotowaniach wreszcie ukazał się Kalendarz fotografii artystycznej mojego autorstwa. Jest to bardzo miła wiadomość. Każdy z nas zapewne chciałby w trwały sposób utrwalać to co tak bardzo ukochał. W moim przypadku są to Bieszczady. 13 zdjęć głownie krajobrazowych, w tym 7 nagrodzonych na fotograficznych konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych. Zainteresowanych fotografią przyrodniczą zapraszam na stronę do wydawcy  http://www.boszart.pl/pl/kalendarze/782-kalendarz-bieszczady-2017-inka-wieczenska.html lub na stoiska Bosza. Nowiutki i bieszczadzki a  na dodatek w promocji  23. 99 PL Kalendarz Bieszczady 2017.  Cerkiew Hoszowska w kałuży jest stroną tytułową kalendarza. 0-tytuowa-wiosenna-kaluza-wyroznienie-w-miedzynarodowym-konk-nasze-karpaty 2-luty-jastrzab-ze-zdobycza 3-marzec-iii-miejsce-lesne-fotografie-2013_slonce-w-okowach 4-kwiecien-bieszczadzkie-buki-ii-miejsce-krajobraz-zpfp-orp 5-maj-zachod-na-haliczu-2 6-czerwiec-wypal-wegla-drzewnego-w-mucznym 7-lipiec-lan-i-miejsce-w-kta-eksperyment-kr-2014 8-sierpien-sen-czy-jawa-wyroznienie-national-geograhic-po-stronie-natury-2016 9-wrzesien-latarnie-wyroznienie-lesne-fotografie-2013 10-pazdziernik-halicz 11-listopad-halicz 12-grudzien-ukrainskie-kurchany-widziane-z-rawek-2-wyroznienia-na-ogolnopolskich-konkursach-foto

Jesienny przepęd koni w Stadninie „Tabun”

dsc_2327-ogier-saracen-pod-stanislawem-myslinskim dsc_2337przeped-koni-w-stadninie-tabor-z-polany dsc_2340-przeped-koni-w-stadninie-tabor-z-polany dsc_2359-przeped-koni-stadnina-tabun-z-polany dsc_2371-winowajca-calego-zamieszania-stanislaw-myslinski dsc_2384-dzielna-13-letnia-julia-musialowska-z-mama-ewa dsc_2426-ogier-saracen-pod-stanislawem-myslinskim-prowadzi-stado dsc_2457-najmlodsza-uczestniczka-przepedu-julia-z-mama dsc_2482-najmlodszy-zrebaczek-2-dniowy-z-mama dsc_2491przeped-koni-stadnina-tabun dsc_2494 dsc_2499-przeped-koni-stadnina-tabun ogier-saracen-pod-stanialawem-myslinskim prowadzi-dstojny-obier-saracen-dosiadany-przez-stanislawa-myslinskiego przeped-koni-przez-potok-czrny przeped-koni-stadnina-tabun11 jeźdźców z Polski pod czujnym okiem Stanisława Myślińskiego dosiadającego dostojnego ogiera Saracena, uczestniczyło w jesiennym przepędzie koni huculskich. Przepędy to już zanikający obraz polskiego jeździectwa z uwagi na stacjonarny charakter większości stadnin. Takie piękne wydarzenia mają jeszcze miejsce w Bieszczadach. Kultywuje je rodzina Hanny i Stanisława Myślińskich w Stadninie Konia Huculskiego „Tabun” w Polanie. Przepędy koni odbywają się 2 razy do roku; wiosną i jesienią. Pędzono kilka stad dorosłych i młodych koni,/ najmłodszy źrebaczek miał zaledwie dwa dni/ , a także wałachy i klacze. Zwierzęta wracały z letnich pastwisk do zimowych stanowisk, gdzie zgromadzono zapasy kiszonki i paszy. Trasa wiodła malowniczymi grzbietami wzgórz wokół Polany, Moklika, Krywego i Czarnej. Najatrakcyjniejsze okazały się wąwozy i potoki. Jeźdźcy dosiadali konie na oklep. Przepęd w Bieszczadach jest nie lada gratką nawet dla wprawionych koniarzy ze względu na duże przewyższenia terenu. Dowody uznania należą się dla najmłodszej amazonki, 13- letniej Julii Musiałowskiej z Ustrzyk Górnych. Dzielnie przejechała całą trasę bez upadku w przeciwieństwie do swoich koleżanek i kolegów ze stolicy, spadających z koni jak przysłowiowe „gruszki”.

Jeźdźcy po trzech dniach wielkich zmagań, z pełnym bagażem wrażeń szczęśliwie zakończyli jesienny przepęd koni huculskich w Bieszczadach. Dumni ze swoich dokonań, umawiali się już na wiosenny rajd.

Szeptuchowe zaduszki muzyczne

Szeptuchowe zaduszki muzyczne.
I tylko w Bieszczadach można przeżyć tak niezwykłe chwile. To już trzecie z kolei Muzyczne Zaduszki u Adam Iwanickiego w Pensjonacie Szeptucha w Polańczyku organizowane przez muzyka Andrzeja Szęszoła i jego artystów z Mieleckiego Zagłębia Muzycznego. Z roku na rok poziom koncertu pnie się do góry, a to za przyczyną wyśmienitych muzyków z całej Polski. Rozbrzmiewały wirtuozyjne koncerty wiolonczelinowe braci Radosława i Szczepana Dembińskich oraz dźwięki mistrzowskich gitar Jarka Dzienia, Krzysztofa Ropickiego i Ludwika Konopko. Ciarki poszły, kiedy swym donośnym głosem wybrzmiała piosenka Andrzeja Szęszoła „ Nie odlatujcie chłopaki na służbę do Pana Boga”………. Andrzejowi i muzycznej grupie towarzyszyła jego córka, zdolna flecistka z Akademii Muzycznej z Wrocławia.
Słowami poezji wspominał tych, którzy już odeszli na niebieskie połoniny genialny poeta Andrzej Ciach. I powiało Wolną Grupą Bukowiną , kiedy na estradę weszła Izabela Radoń z Andrzejem Szalem z nostalgicznym utworem „Buki”
Na zaduszkowej estradzie nie mogło zabraknąć bieszczadzkiego barda Piotra Rogali. Do kompletu wyśmienitych artystów dołączyli goście z centralnej Polski Antoni Muracki i Andrzej Dziop. Na zakończenie zadebiutował na szeptuchowej estradzie wszechstronnie utalentowany artysta – rzeźbiarz Piotr Michnikowski z Warszawy, syn słynnego aktora, gwiazdy kabaretu, Wiesława Michnikowskiego. Owacjom nie było końca, pewnie się wpisze na stałe w kolejne edycje zaduszkowych koncertów.
To spotkanie to nie tylko wspominki tych co odeszli, ale i biesiada prawdziwych przyjaciół, ludzi których urzekły Bieszczady. Szeptuchowe zaduszki muzyczne z pewnością można zaliczyć do elitarnych, które muszą nam wystarczyć do przyszłego roku.
dsc_2678 dsc_2631 dsc_2632 dsc_2647 dsc_2650 dsc_2661 dsc_2667 dsc_2677 dsc_2692 dsc_2693

Powrót Norwida-wydarzeniem roku.

To była wyjątkowa premiera. ” Powrót Norwida”  to sztuka z którą przyjechał do Tarnowa ze Stanów znany reżyser na całym świecie prof. Kazimierz Braun. Pisarz i aktor, który podobnie jak Norwid musiał opuścić ojczyznę. Prof. Braun za czasów stalinowskich był synem „ wroga ludu” i nawet po latach 80 nie było dla niego pracy. Mając już rodzinę musiał emigrować, aby zarobić na przysłowiowy chleb.

Po 30 latach życia na obczyźnie powraca do swojego rodzinnego Tarnowa, aby uczcić swój potrójny jubileusz; 80 lecie urodzin, 55 lecie pracy artystycznej i 45 lecie działalności pedagogicznej i wyreżyserować sztukę. Inscenizacji podjął się Tomasz  Antoni Żak, dyrektor alternatywnego Teatru Nie Teraz i to był strzał w przysłowiową „dziesiątkę”. Wielotygodniowa, wyczerpująca współpraca znakomitych aktorów TNT/ debiutującej Małgorzaty Stankowskiej, Przemysława Sejmickiego i Grzegorza Stokłosy/ pod okiem reżyserskiego duetu Kazimierza Brauna i Tomasza Żaka zwieńczona została wielkim, artystycznym sukcesem. Spektakl został przyjęty bardzo entuzjastycznie przez widzów i krytyków teatralnych zdobywając miano największego wydarzenia artystycznego roku. Efektem są liczne zaproszenia do Warszawy /16.11. / czy Wrocławia /18,19, 20 11 br. /

prof-kazimierz-braun cezary-morawski-z-prof-kazimierzem-braunem dyr-teatru-nie-teraz inka-wieczenska-prof-kazimierz-braun-i-tomasz-zakProfesor Kazimierz Braun otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Tarnowa oraz został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski nadany przez prezydenta Polski Andrzeja Dudę.