I znowu się trafiło

Zmagania Konkursu Fotografa Roku ORP 2018 za nami. W oczach jury 6 moich prac zostało zauważonych. Dwie fetografie ” W świecie puchu” kat. KF i ” Wyśnione ” kat. IM uzyskały najwyższe noty czyli I miejsca. Fotografie ” Element” uplasowała się na III miejscu w kat. KF, natomiast prace ” Człowiek z mgly”, „Nie pluszowy” w kat. SWR oraz ” Woal” w kat. KF zdobyły wyróżnienia . Myślę, że to niezły wynik całorocznej pracy. Stale jednak przede mną niezdobyty tytuł okręgowego Fotografa Roku ZPFP.
Z pewnością cieszy fakt, iż moje prace przechodzą do eliminacji ogólnopolskiej , którego rozstrzygnięcie będzie miało miejsce podczas jednego z największych festiwali fotograficznych w Polsce „Wizje Natury 2018 w Izabelinie pod Warszawą. Zmierzyć się wówczas będzie można z koleżankami i kolegami z całej Polski. Należy jednak pamiętać, że każdy konkurs to subiektywny wybór członków komisji jury, i tak naprawdę nie wszystko należy brać do serca. Niech zatem te nagrody będą motywacją do porannych przebudzeń i utrwalania pięknego świata przyrody..

Jak tylko pojawią się wyniki na stronie okręgu przekaże informacje całościową  .

Kolędowanie u Bokunów

W saloniku artystycznym u „Boku Bokuna” odbywają się muzyczne spotkania z artystami scen polskich. Styczeń to czas kolędowania, które po raz kolejny odbyło się  z udziałem zaprzyjaźnionych gwiazd.  Kochane „Tulipany” i reszta artystów  przechodziła samych siebie. Spotkanie długo pozostanie w naszej pamięci.     Poniżej relacja zdjęciowa. A można też zajrzeć na nagrania gospodarza https://www.facebook.com/romuald.bokun/videos/1622474204498053/

Przytulamy wszystkich, którzy mimo śnieżycy dojechali do nas, Czerwone Tulipany olsztyniacy oraz warszawiacy i pod-warszawiacy, z którymi spędziliśmy wczorajszy (18 stycznia) cudowny wieczór kolędowy. Dziękujemy, że byliście z nami. Ania i Romek.

Opublikowany przez Romuald Bokun na 19 stycznia 2018

 

Na to spotkanie "kolędowe" czekaliśmy długo. Nasze kochane Czerwone Tulipany, jadąc na południe, wreszcie mogli zrobić przystanek u nas i….. było cudowne, nocne, piwniczne śpiewanie. Sypał śnieg, więc nie wszyscy z którymi się umawialiśmy, dotarli. Ci co dojechali, wlewali balsam w nasze dusze. Tak, min. pięknie, prosto z serca, jak tylko potrafi prawdziwy bard syberyjski, zaśpiewał nam Evgen Malinowski.

Opublikowany przez Romuald Bokun na 19 stycznia 2018

Kalendarz ” i to są właśnie moje Bieszczady”

I jest świeżynka na Nowy Rok 2018 „I to są właśnie moje Bieszczady” . Tym razem 12 zdjęć   z samych  połonin bieszczadzkich.  Kalendarz wydrukowany w poziomie na grubym papierze kredowym.  Prezentuje się …. a sami oceńcie. Jeżeli komuś przypadł do gustu, to można go nabyć  w cenie 35 pl u wydawcy. https://mapa.targeo.pl/wbx-studio-graficzne-drukarnia-wydawnictwo~11468107/przedsiebiorstwo-firma/adres

Jesienny Plener ZPFP ORP Bieszczady 2017

Jesienny plener ZPFP w Bieszczadach którego miałam przyjemność być organizatorem przechodzi do historii, ale wspomnienia żyją w naszych sercach do dziś. Koleżeństwo obficie zjechało z całej Polski rządne wrażeń z bieszczadzkiej dziczy i orgii jesiennych kolorów. Bieszczady nie zawiodły pokazując się w pełnej palecie barw. Ale niestety nie zawsze musi być do końca świetnie. Zabrakło nieco słońca, które by te kolory podkręciło i rozświetliło. Nie było ani jednego spektakularnego wschodu.

Kolejny poranek nas nie rozpieszcza. Nikt z plenerowiczów nie wstaje na wschód słońca. Myślę, nie odpiszałam. Wstaję. Leniwie zwlekam się z ciepłego łóżeczka i ruszam w kierunku Sianek. W oddali zarysowuje jakaś postać z ogromną głową. Podjeżdżam bliżej. Okrągłe oczy jak dwie pinezki wpatrują się we mnie . Nie mam wątpliwości. Jest to puszczyk uralski. Hura!!!! Z bijącym sercem wysiadam z samochodu i chowając się za drzewami próbuję bliżej podejść. Co rusz wyłaniam się zza świerków i fotografuję. Ptak stale mnie obserwuje. Kiedy się zbliżam odfruwa, ale siada na drzewach oddalonych ok 20 metrów dalej. Wchodzę w las, aby mnie zupełnie nie widział i krawędzią lasu podchodzę coraz bliżej. Ural już poluje w trawie na myszy. Myślę świetnie. Piękny obrazek. Nie mogę zmarnować okazji. Chwilę obserwuję i lecę serią niczym karabinem maszynowym , aby utrwalić to co zsyła mi los. Znowu się przybliżam, ale ptaszysko mnie widzi i odfruwa niecnie dalej. Siada również na obrzeżach lasu. Zachęcona wcześniejszymi podchodami, ponownie idę brzegiem lasu nie widząc ptaka. W pewnym momencie przeskakuje rów z wodą i decyduje się wyjść już na łąkę. Niestety wprost na urala , który błyskawicznie się zrywa i odfruwa głęboko w las. Tym razem bezpowrotnie. W myślach knuję sobie kolejne podchody. Doświadczeni koledzy „ptasiarze” namawiają mnie. „ Ural lubi szkło, warto nad nim popracować” .

I tak trzeba zrobić . Jeszcze „zapoluję” I znowu jest po co żyć. .

Wyróżnienie od Adama Wajraka

7 czerwca przyszła niespodziewana wiadomość z Gazety Wyborczej.

http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/56,157428,22035737,powrot-do-natury-polska-fauna-i-flora-w-twoim-obiektywie.html?disableRedirects=true

Brałam udział w ogólnopolskim konkursie fotograficznym „Po stronie natury” . Nagrodą był wyjazd do Szwajcarii . Ogłoszono wyniki i niestety nie było mnie na liście nagrodzonych. Jednak za kilka dni zadzwoniła pani i poinformowała, że ze względu na bardzo dużą frekwencję uczestników w konkursie , Adam Wajrak postanowił wyróżnić jeszcze kila prac o bardzo wysokim poziomie artystycznym. Wybrał  moją pracę  Łan” . To drzewa o zachodzie słońca z łęgowskich lasów  wykonaną na długim czasie. Jest to dla mnie bardzo satysfakcjonująca nagroda, a na Szwajcarię trzeba jeszcze popracować .

Rondo Dziadka Rtm. Bohdana Miklewskiego

Hrabia Tyszkiewicz z rotmistrzem Bohdanem Miklewskim.Gen. Tokarzewski wręcza puchar rotmistrzowi Bohdanowi Miklewskiemu.

Rtm. bohdan Miklewski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W Częstochowie otworzono rondo im rtm. Bohdana Miklewskiego naszego dziadka, przedwojennego medalistę torów wyścigowych, oficera XII pułku ułanów podolskich i komendanta NSZ Częstochowy. Chętnych do zapoznania się z jego sylwetka zapraszam do przeczytania tekstu.

Rtm. Bohdan Miklewski

Urodził się w 1898 r na Podolu w majatku Henryki i Józefa Miklewskich. Ojciec Bohdana pełnił funkcję zarządcy magnackiej posiadłości Łuczyn na Podolu koło Winnicy. Zakochała się w nim Henryka Miaskowska córka hr. Franciszka Miaskowskiego herbu Bończa i matki hr. Marii Chołoniewskiej herbu Korczak. Wbrew woli rodziców poślubiła Józefa Miklewskiego. Otrzymali w darze mały majateczek na Podolu. Z wielkiej miłości na świat przyszło dwoje dzieci, Emilia/1893/ i Bohdan/1898/ .

W niewielkim majątku ojciec Bohdana samodzielnie zarządzał swoją posiadłością zatrudniając okolicznych ukraińskich chłopów. Lubił też polować. Żona często złościła się, kiedy widziała martwe bażanty i inne ptactwo. Teściowa hr.Henryka Miaskowska często przyjeźdzała do majatku, aby uczyć wnuka jeździć konno.

Kiedy Bohdan miał 5 lat, a siostra Emilka 10 wydarzył się tragiczny wypadek. Trwały żniwa. Ojciec Bohdana przyglądał się załadunkowi zboża na furmanki. Nagle nadciągnęła burza. Trzeba było szybko zbierać płody. Złapał za wór i pod jego ciężarem upadł. Pękła przepuklina. W drodze do szpitala zmarł mając 44lata. Osierocił Bohdana i jego siostrę Emilię. Henryka Miklewska wraz z dziećmi Emilką i Bohadanem, powróciła do dworu Łuczyn. Emilia uczęszczała do francuskiego gimnazjum Sacre Cair w Kijowie, a Bohdan uczył się w szkole kadetów. W wakacje stale jeździł konno.

Spokojnie było do momentu najazdu bolszewików. Kiedy w1917 wybuchła Rewolucja Październikowa 1917 anarchista Nestor Machno z bandą ukraińców chcieli wymordować rodzinę Bohdana. Ukraińscy chłopi nie dopuścili do tego. Pomogli uciec do Kijowa, gdzie Miaskowscy mieli swoje domy na głównej ulicy Kreszczatiku. Majątek Łuczyn został rozgrabiony i zniszczony doszczętnie.

Tymczasem Bohdan mając 18 lat zaangażował się w walkę partyzancką. Pod dowództwem płk. Sobockiego bronił przed bolszewikami mordowanej ludności polskiej.Niejednokrotnie matka Bohdana wraz z córka Emilią szukały syna pośród zabitych, leżących pokotem w kijowskim kościele.

Bohdan odnalazł się w obozie, gdzie byli więzieni Polacy i białogwardziści. „Opiekę” nad nimi sprawowali bolszewicy. W oczekiwaniu na śmierć Bohdan natknął się na żyda, komendanta obozu, z którym chodził do szkoły. Kiedyś w przeszłości, gdy inni uczniowie mu dokuczali, Bohdan wystąpił w jego obronie. Podkreślał , że to nie honor, by cała klasa dokuczała jednemu. Żyd zaskoczony rozpoznał w więźniu szkolnego kolegę. Zwolnił Bohdana z obozu, ratując mu życie.

Do Polski przedostał się po przepłynięciu Morza Czarnego do rumuńskiego portu Konstanca. Wkrótce dostał się do polskiego korpusu gen. Żeligowskiego. W latach 1919-20 walczył jako dowódca szwadronu tatarskiej jazdy, która działała na tyłach wroga. Koniec wojny zastał go w Grodnie, gdzie służył w XIII pułku Ułanów Wileńskich.

Poznaniankę Janinę Piotrowską poznał, kiedy przyjechała do swojej siostry Miry Czarnockiej, żony mjr Mariana Czarnockiego. Wzieli ślub w kościele bernardyńskim w Grodnie. Szli szpalerem stworzonym przez ułanów trzymających uniesione szable.

Wyjechali następnie do Białokrynicy. Bohdan był oficerem XII pułk Ułanów Podolskich. Dowódcą jego brygady był gen. Anders. Bohdan brawurowo jeździł konno. Był też bardzo dobrym woltyżerem. Jego „cyrkowe” sztuczki zapierały dech w piersiach widzów. Wygrywał wszystkie wyścigi. Nosił miano Dzokeja Gentelmena. Generał Anders powierzył mu swoje konie. Trenował konie ze swojej stajni / Derkacz, Lipka, Ognista/ oraz konie ze stajni gen. Andersa.

W Białokrynicy urodził mu się syn Jerzy Janusz Miklewski. Poród odbył się w szpitalu w Równym Wołyńskim.

Tymczasem matka Henryka Miklewska wraz z jego siostrą Emilia Miklewską przeniosły się z Warszawy do Krzemieńca. Ukształtowanie terenu, jary, pagórki przypominały im miejsce ich szczęśliwego dzieciństwa.

Generał Anders odkomenderował Bohdana wraz z rodziną do Poznania, na „Ławicę”, gdzie powierzono mu jeszcze konie hrabiego Mielżyńskiego.Wojna rujnuje całe sielankowe ich życie. Obydwie stajnie zostały zarekwirowanwe przez Niemców. Rodzinę wysiedlono z Poznania do Częstochowy. Na spakowanie dostali 20 minut. Stracili cały majątek.

W Częstochowie nie mieli gdzie mieszkać. Schronienia udzielił im biskup Teodor Kubina w suterynie Kurii Biskupiej przy Alei Najświętszej Maryi Panny .

Zaczął się okres konspiracji. Powstawały podziemne organizacje do walki z okupantem.

Bohdan został dowódcą Garnizonu NSZ w Częstochowie. Przyjął pseudonim„ Kmicic”.Dowodził też zorganizowanym przez siebie oddziałem konnym walczącym w lasach kieleckich. Syn Bohdana Jerzy Janusz Miklewski poszedł w ślady ojca. We wrześniu 1941 roku wstąpił do NOW /Narodowej Organizacj Wojskowej/ . Początkowo zajmował się kolportażem podziemnej prasy Wielka Polska” i Walka”.W 1942 roku Janusz Miklewski przeszedł w szeregi Narodowych Sił Zbrojnych. Czuł się narodowcem. Podczas składania przysięgi, przyjął pseudonim “Zawisza”. Dowódcą oddziału był Leszek Kołaciński ps. “Żbik”.

Jak przystało na „Kmicica” Bohdan Miklewski był oficerem odważnym. Był inicjatorem wielu brawurowych akcji partyzanckich. Mował wolność. Dla ojczyzny był gotów oddać życie. I tak też się stało. Różne były informacje świadków na temat jego ostatniej akcji. Jadąc rowerami z dwoma kolegami z AK, ulicą Przechodnią koło Zapałczarni zobaczyli, że pod plandeką furmanki Niemcy wiozą nowiutkie buty wojskowe. To dla partyzantów cenny łup. Zatrzymali furmankę. Bohdan rozbroił Niemca. Ten wyrwał mu broń i pierwszym strzałem zabił akowca, a drugim ugodził Bohdana w okolicę serca. Bohdan wsiadł jeszcze na rower próbując uciekać. Niestety upadł na ziemię. Wyjął z kieszeni osobisty opatrunek, próbując zatamować krwawienie. Wtem nadszedł polski policjant w służbie niemieckiej i zaczął pastwić się na nim.

Rannego Bohdana przewieziono do szpitala Św. Barbary. Pracował tam znajomy lekarz, dr. Achmatowicz. Niestety, pomimo pomocy zmarł.

Niemcy natychmiast pojechali do kurii. Chcieli rozstrzelać syna i wdowę po rtmistrzu. Kierowca biskupa Kubiny czekał po kurią, kiedy nadejdzie Janina. Wziął ja pod rękę i poprowadził do siedziby sióstr Nazaranek jako uciekinierkę z Powstania Warszawskiego. W kurii w tym czasie już była rewizja.

Bohdana Miklewskiego pochowano w zbiorowej mogile, za murami cmentarza. Dzięki doktorowi Achmatowiczowi wiadomo było w którym miejscu. Po wojnie, w ścisłej konspiracji, w nocy, udało się przenieść zwłoki Bohdana na cmentarz Św. Rocha, gdzie spoczywa do dzisiaj.

Po śmierci Bohdana, żona Janina nie mogła wrócić do kurii. Bezpieczne miejsce znalazła u sióstr Nazaretanek.

O śmierci ojca, syn Janusz dowiedział się w lesie, u „Żbika”. Matka Janina Miklewska napisała list. Janusz czytał i mdlał, bo ojca bardzo kochał. Koledzy klękali, zmówili wieczne odpoczywanie.Wszyscy płakali. To był świetny dowódca, o wielkim autorytecie.

Zasługi Bohdana Miklewskiego dla niepodległej Polski zostały uhonorowanie decyzją Rady Miasta Częstochowy z dnia 27.11. 2016 przyznającą rondu zlokalizowanemu przy ulicach gminnych Narcyzowa, Sojczyńskiego-Warszyca, św. Brata Alberta i ulicy powiatowej Pileckiego nazwę

RONDO RTM.BOHDANA MIKLEWSKIEGO

Opracowane na podstawie rodzinnych przekazów. 

 

Fotografia pasją mojego życia

5 rano przyszła wiadomość z messengera. Ineczko , gratuluję Twój wywiad robi furorę na każdym portalu. Serduszko mi zadrżało. Myślę poszedł.  Zajrzałam na portal. Lidzia oprawiła wywiad  w piękne moje zdjęcia.  Sami oceńcie. Zapraszam do lektury.  https://www.facebook.com/inka.wieczenska/posts/1354988301224829?notif_t=feedback_reaction_generic&notif_id=1487706168328744DSC_2072p DSC_2121 DSC_2089a (2)

Bieszczadzki promyk nadziei w podziemiach kamedulskich

W samo południe do czarownych podziemi kamedulskich dużą falą spływali zaproszeni goście wernisażu fotograficznego „I to są właśnie moje Bieszczady”. Docierali ludzie wrażliwi, spragnieni tej magicznej krainy naszej Polski. Przyjazne uściski, gorące pocałunki i emocje sięgające zenitu przełamały lody zimnych murów zabytkowego pomieszczenia. Kiedy zabrzmiały pierwsze akordy utworu „ Lemkowyna”w wykonaniu zespołu ‘Latający dywan” już można było wróżyć powodzenie spotkania. Oliwy do ognia dołożyli warszawscy poeci silnie związani z Bieszczadami: recytując swoje bieszczadzkie poezje. Tomasz A. Żak założyciel niezależnego Teatru Nie Teraz , aktor i reżyser spinał wszystko fachowo w całość, prowadząc spotkanie punkt, po punkcie. Zgromadzeni oprócz wystawionej fotografii krajobrazowej mogli poznać prawdziwych bieszczadników prezentowanych w diaporamie „Moje Bieszczady”.
Losowanianiem Obrazu „Spojrzenie z Wołosatego” odbitej na płótnie w rozmiarach 60 x 80 ufundowanej przez Art. Bosz, zakończył się wernisaż przechodząc do historii jako sukces, który wspólnie stworzyliśmy.
I chyba  to wszystko zasługa  ks. Wojciecha Drozdowicza, który to z wiernymi wymodlił. Dziękujemy.

DSC_6844 przygotowanie do wernisażu DSC_6847 przygotowanie do wernisażu DSC_6849 Wernisaż kamedulskie DSC_6854 podziemia wernisaż DSC_6857 podziemiaq wernisaż DSC_6859 Wernisaż podziemiaDziękuję również Oli Fantolini i Jej mężowi wraz z dziećmi, dzięki którym ta wystawa powstała i zawisła.

Dziękuję ukochanemu mojemu zespołowi Latający Dywan wraz jego z liderem Jarkiem Tomaszewskiem na czele, który już po raz 3 PO KOLEŻEŃSKU oprawił wernisaż pod względem muzycznym na bardzo wysokim poziomie artystycznym . Dziękuję za Wasze serce , zaangażowanie, cierpliwość, delikatność i wrażliwość. Po prostu klasa.

 

Dziękuję naszym zdolnym wierszokletom Jurkowi Nowakowskiemu Baryle i Wiesiowi Drzewieckiemu, który pomimo choroby stawili się do bieszczadkiego „apelu”

Dziękuję również zmarzniętym i wytrwałym gościom, którym pomimo zimna uczestniczyli wraz z dziećmi w wydarzeniu z rozpromienionymi twarzami.

Dziękuję bieszczadzkiej paczce stale biesiadującej w Bieszczadach z Pawełkiem Zajączkowskim na czele.

Dziękuję zaprzyjaźnionym artystom, że kolejnym razem wspierają mnie w artystycznych poczynaniach./Danie Błażejczyk, Dorotce Stalińskiej, Madzi Wołłejko. Ewuni Kani, Patrycji Modlińskiej oraz męskiej części gwiazd Januszowi Tylmanowi, Piotrusiowi Michnikowskiemu i Robercikowi Osamie, a także tancerzom Strefy Country. / Idzie Jednorowskiej, Elżbiecie Kubiak, Annie Bokun, Marylce Czarneckiej i Andrzejowi Trochimiukowi.

Dziękuję również za okazane darów sympatii w postaci kwiatów i koszy owoców od warszawskich sadowników. Takich owoców się nie zobaczy w sklepach, tylko w sadach u Anni i Sławka Łuczaków.

Dziękuję za produkt ideologicznie czysty tzw. kamisarzówkę warzoną przez Mariusza Piotra Twardowskiego oraz wszelkie dobra, wasz uśmiech i dobre słowo.

Dziękuje fotografom Monice Morawskiej Joli Dzubińskiej Elżbiecie Kubiak, Pawłowi Zajączkowskiemu, Tomaszowi Zawadzkiemu oraz dziennikarzowi Romualdowi Bokunowi, którego efekt pracy możecie zobaczyć na Yutubie pod nazwą I to są moje Bieszczady. https://www.facebook.com/romuald.bokun?fref=ts

Dziękuję wszystkim partnerom a w szczególnie Art. Bosz Lesko oraz Burmistrzowi Urzędu Dzielnicowemu Bielany za objecie patronatem naszego wydarzenia.

Dziękuję duchom kamedułów, którzy tej wystawy będą strzegli jeszcze miesiąc do 5.03 i gdyby ktoś jeszcze zechciał zerknąć na wystawę, to ks. Wojciech gotów w każdej chwili wrota uchylić . Choć może najwygodniej w niedzielne.http://www.lasbielanski.pl/ Zapraszamy.

Są i kolejne relacje fotograficzne za które bardzo dziękuję gościom.

Pierwsza to kolegi z ZPFP OM Tomasza Zawadzkiego. Rewelacyjna.

https://www.facebook.com/inka.wieczenska/posts/1341128105944182?notif_t=like&notif_id=1486468242410979

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1436445769719331&set=a.243918262305427.66218.100000617644073&type=3&theater

 

Relacja

Wernisaż w Podziemiach Kamedulskich

zaproszenie

Wszystko idzie jak z płatka.  No, no tylko, aby nie zapeszyć. Pojawiła się tajemnicza kobieta, Ola Fantolini. I wszystko ruszyło z kopyta. Zatrzęsła w urzędach i są kolejni partnerzy przedsięwzięcia. Mała zmiana w plakacie i już wiszą na słupach Warszawy.  To skarb mieć takiego asystenta. Sobota zapowiadała  się trudnym i pracowitym dniem, ale nie z Olą. Jest prawdziwa i fachowa pomoc.Wieszanie wystawy, prace scenograficzne estrady oraz próby diaporam wraz próbami zespołu Latający dywan stają się przyjemnością.  A żeby tego wszystkiego było mało nasz partner Art. Bosz  dołożył jeden obraz 60 x 80 do rozlosowania wśród publiczności.   Tylko mała czarna, dobre ciacho i żyć nie umierać. Oj będzie się działo, musi się udać . Szykujcie się państwo.